Zabawki dwujęzycznego dziecka 0-2 lata

Wiecie co jest najfajniesze w tym blogu? Wy! Mam wrażenie, że mamy tutaj jakąś zbiorową wycieczkę przez życie z Turkami – najpierw fascynacja, potem ogarnianie tematu wiz, ikametów, kart pobytu i całej tej przyjemnej papierkowej roboty. Później śluby, szukanie pracy, ogarnianie nudnej rzeczywistości. A teraz okazuje się, że wiele z Was ma już dzieci, i pomyślałam, że z Waszą pomocą może uda się nam zgromadzić w jednym miejscu zabawki, książki i inne pomoce, które przydają się rodzicom dwujęzycznych maluchów.

Pokażę Wam dzisiaj zabawki, które wyjątkowo fajnie się nam sprawdzały do tego momentu. Czy są to jakieś specjalne rzeczy, które mają na etykiecie info, że są skierowane do multi-kulti rodzin? Nie. Wszystko, o czym napiszę jest do dostania w internecie albo w pierwszej lepszej dobrej księgarni. Na koniec dorzucę Wam bonus w postaci tureckich zabawek i książeczek, które mamy.

Zacznijmy od tego, że tytuł tego posta to trochę ściema – mówiliśmy do Lenki, każde w swoim języku, od samego początku, ale dopiero koło 8-9 miesiąca zaczęło nam to sprawiać frajdę, bo widać było, że mała już dużo rozumie i zaczyna być coraz bardziej interaktywna. Swojego pierwszego kotka i pieska pokazała nam w książce z serii Ulica Czereśniowa. To było niesamowite! Ja mówiłam “kot”, H. mówił “kedi”, a ona bezbłędnie pokazywała nam zwierzątka na kolejnych kartach. W książkach nie ma tekstu, są tylko napisy w stylu “warsztat” czy “policja”, dlatego książki ze spokojem mogą służyć do nauki dowolnego języka. U nas sprawdzają się do tej pory, Lenka teraz opowiada co widzi, uczy się kolejnych nazw zwierząt i kolorów, sama bierze książki i potrafi je kilka ładnych minut po prostu oglądać.

IMG_0509

Jest nawet bardzo turecki piknik w parku!

Jest nawet bardzo turecki piknik w parku!

W podobnym klimacie jest utrzymany Rok w Lesie. Zero tekstu, piękne ilustracje, dużo zwierząt. Aktualnie jesteśmy na etapie, kiedy Lenka pokazuje mi wszystkie śpiące zwierzątka na danej stronie, potrafi znaleźć zgubione przez łosia rogi, radochę sprawia jej to, że niektóre zwierzątka piją mleko mamy. Zdecydowanie polecamy!

IMG_0515

IMG_0516

Jakoś po roczku, może w okolicy 15 miesięcy, zaczęłam kupować Lence zwierzątka Schleich. Na pierwszy ogień poszedł kot (jesteśmy rodziną kociarzy, więc nie można było inaczej) oraz koza, którą Lenka kojarzyła już z zoo. Na początku figurki służyły za gryzak, ale z czasem robiło się coraz bardziej kreatywnie – teraz Lenka ustawia swój zwierzyniec w rządku, zabiera niektóre figurki na spacery, robi zwierzątkom “noski noski”, układa je w zagrodzie zbudowanej z klocków, karmi je, skacze nimi i mówi “hop siup”, kładzie spać i przykrywa kocykami. Zwierzątka świetnie się nam sprawdzają jako zabawki do kieszeni – kiedy Lenka zaczyna się nudzić poza domem i trzeba ją zająć na kilka minut dobrze je mieć pod ręką. Papuga latała już po tramwaju i lądowała na kasownikach i wszystkich możliwych rurach, koza i kot nadal regularnie nam towarzyszą na spacerach. Jak nietrudno się domyślić świetnie się przydają do tego, żeby nauczyć Młodą nazw zwierząt czy wydawanych przez nie odgłosów, a dzięki temu, że są kompaktowe i uwielbiane przez Lenkę sprawdzają się nam prawie zawsze i wszędzie.

IMG_0474

IMG_0450

IMG_0465

Wieża ze zwierzętami to prezent na ostatnie Boże Narodzenie. Lenka nazywa wieżę “çok” i świetnie sobie ćwiczy pojęcia “większe”, “mniejsze”, “wysokie” i “niskie”. Jak możecie się domyślić zwierzątka są fantastycznym dodatkiem, chociaż przy dziku Lenka pierwszy raz powiedziała, że się czegoś boi.

IMG_0500

Ostatnia moja sugestia jest naszym najnowszym odkryciem. Kupiliśmy Lence tablicę z różnymi zamkami, myśleliśmy, że zajmie ją głównie dłubanie przy metalowych częściach tablicy, ale jej bardziej się podoba nazywanie zwierzątek schowanych za drzwiami i kolorów domków. Taki nieoczekiwany hit, nadal niezwykle uniwersalny pod względem języka.

IMG_0458

Mamy też oczywiście Duplo, kredki, ciastolinę, mnóstwo książek i trochę różnych klocków, a do nauki dwóch języków nie potrzebujemy przecież żadnych specjalnych pomocy, ale napisałam Wam o tych konkretnych pozycjach, bo zauważyłam, że z nimi właśnie Lenka robiła największe postępy w nauce słówek.

Niestety mamy mało tureckich książeczek, ale jedna z nich (szok, o zwierzętach), spodobała się Lence bardzo wcześnie i do tej pory lubimy ją sobie razem przeglądać. Mamy też książkę o koali, która nie może spać, ale jest jeszcze trochę za długa dla naszej dwulatki. Małe książeczki z ostatniego zdjęcia są przeznaczone dla uczniów podstawówki, mało w nich obrazków, dużo tekstu, ale będą czekać na swój czas.

IMG_0556

IMG_0557

IMG_0563

IMG_0565

IMG_0567

Od znajomych H. dostaliśmy też Szczeniaczka-uczniaczka, który niestety (lub na szczęście dla naszych uszu) nigdy nie zajął Lenki na dłużej niż 5 minut, więcej szczęścia ma pilot, bo zaczął się nam etap liczenia i przyciski z cyferkami mają powodzenie. A duszenie na przyciski to w końcu frajda w każdym wieku, nie?

IMG_0485

IMG_0520

Teraz czas na Was – jakie zabawki sprawdzały się u Waszych dzieci na samym początku nauki mówienia w dwóch językach? Co polecacie? A może macie jakieś rzeczy, które ewidentnie się nie przydały?

komentarze (5) do Zabawki dwujęzycznego dziecka 0-2 lata

  1. Dominika
    March 11, 2018 at 20:51 (7 months ago)

    Witam! Komentarz nie będzie nawiązywać do tematu postu, ale musiałam go napisać.
    Po pierwsze: Bardzo dziękuję Pani za ten blog! Można się dużo dowiedzieć na temat Turcji i związku z mężczyzną z tego kraju ;] Przeżywam fascynacje tymże krajem więc cieszę się, że są takie blogi ( na Pani blog trafiłam za pośrednictwem bloga tur tur :) ). Dziękuję również za obalenie mitów, że jak Turek to ,,zamknie w piwnicy i będzie bić”. Mam teraz świadomość tego, że można poznać inteligentnego, przystojnego Turka. ;]
    Mam nadzieję, że dalej będzie Pani prowadzić tego bloga.
    Proszę pozdrowić męża i ucałować córeczkę ;]
    Pozdrawiam

    Dominika xoxoxo

    Ps. Jeśli pojawiły się błędy to przepraszam, ale jestem tylko nastolatką hahah (rocznik 2002)

    Reply
    • Turczynka
      March 11, 2018 at 22:12 (7 months ago)

      Dzięki za miłe słowa! I tylko jestem Olga, a nie pani 😉

      Reply
      • Dominika
        March 12, 2018 at 19:24 (7 months ago)

        Dobrze… Pani Olgo. Zawsze tak się zwracam. Ah ta poprawność szkolna. Dziękuję ;]

        Reply
  2. jadzia
    March 13, 2018 at 20:30 (7 months ago)

    Czesc :) Bardzo przydatny post, mam nadzieje, ze w przyszlosci z niego korzystam ale jak na razie jestesmy na etapie papierkowej roboty haha.
    Mam pytanie, jak planujecie corke ‘wbic’ w jezyk angielski? Myslicie juz o tym, czy naturalnie razem ze szkola podstawowa zacznie sie Lenka uczyc angielskiego?
    Zawsze sie nad tym zastanawiam, nie chcialabym kiedys namieszac dziecku w glowie, a jednak ıstotnym jest by moc sie swobodnie z rodzicami porozumiewac w jezyku, w ktorym oni do siebie mowia.

    Reply
  3. Nati
    March 15, 2018 at 02:17 (7 months ago)

    My tez mamy ‘szczeniaczka uczniaczka’ ( nawet nie wiedzialam, ze sie tak nazywa!) i Zosia go uwielbia, wlacza sobie ulubione piosenki i spiewa i tanczy :) Szkoda, ze nie mozna wybrac jezykow dowolnie, u nas japonski i polski, u was z tureckim… to samo z filmami Disneya, fajnie by bylo miec opcje na jednym dvd, dobrania jezykow…

    Reply

Odpowiedz