Dwa lata!

Wyobraźcie sobie, że w tym tygodniu po raz pierwszy od bardzo, bardzo długiego czasu poczułam, że mam ochotę o czymś tutaj napisać! Młoda skończyła w tym tygodniu dwa latka, dlatego uznałam, że to dobry pretekst do podsumowania naszych dotychczasowych doświadczeń związanych z wychowywaniem polsko-tureckiego malucha.

22396751_10155806752023151_583385348_o

Zacznijmy od tego, na czym nam zależało już przed jej pojawieniem się na świecie – ja bardzo chciałam karmić piersią i H. mocno mnie w tym wspierał, wielokrotnie podkreślał, że w Turcji jest to bardzo dobrze postrzegane i są nawet powiedzenia z tym związane – jeśli ktoś się popisze wyjątkowym brakiem pomyślunku mówi się, że był za krótko karmiony piersią. I wiecie co? Nadal karmię. Nadal mam w tym temacie niesamowite wsparcie całej swojej rodziny, ale też naszych tureckich krewnych. Moja teściowa parę razy zdziwiona spytała tylko czy nadal mam mleko, ale poza tym przy każdej możliwej okazji słyszę, że to najlepsze co mogę dziecku dać, więc póki mogę – mam karmić. Czasami jest to mocno frustrujące zajęcie, bo okazuje się, że u większego dziecka wcale nie maleje liczba karmień, a cycek staje się lekiem na całe zło świata i jest potrzebny co pięć minut, a w nocy nawet co godzinę, ale póki co dajemy radę.

IMG_1616

Zależało mi też na tym, żeby nauczyć się noszenia w chuście – już na zajęciach w szkole rodzenia zapisałam się na kurs, potem kupiłam pierwszą chustę i kiedy mała miała 2 tygodnie zamotałam swojego pierwszego kangurka. Długaśny pas materiału mocno onieśmielał H. i dlatego on zaczął nosić dopiero w nosidle, kiedy mała już siedziała. I wtedy zaczęły się przytulasy z tatą na całego. Tata i Tula to zestaw idealny na ząbkowanie, temperaturę i codzienne spacery do piekarni. Mam wrażenie, że H. bardzo lubi tę bliskość i tak się do tego przyzwyczaił, że nawet teraz, kiedy małe nóżki już całkiem sprawnie śmigają same, lubi małą nosić na rękach i wychodząc z domu “zapomina”, że można dziecko postawić na ziemi i chwycić za rękę. Mała też uwielbia być noszona przez tatę, w Tuli zawsze wesoło podskakuje i śpiewa, uwielbiam na nich patrzeć w czasie tych nosidłowych spacerów.

22343719_10155806775013151_470319811_o

Mam wrażenie, że od jakichś sześciu miesięcy jesteśmy na bardzo fajnym dzieciowym etapie – Młoda już sporo mówi, można się z nią porozumieć, skacze, biega i jest naszym małym promyczkiem. Jestem zafascynowana tym jak używa polskiego i tureckiego. Byłam przekonana, że jej dominującym językiem będzie polski – w końcu mieszkamy w Polsce, ja spędzam z nią większość dnia, moja rodzina mówi do niej po polsku, polskie książeczki przeważają w jej biblioteczce… A ona zaskakuje nas tym jak dużo mówi po turecku! H. pracuje z domu i to na pewno pomaga. Jest zaangażowany w zmienianie pieluszek, mycie zębów, je z nami posiłki kiedy tylko może, zabiera małą na spacery, czyta jej książeczki. Jest lekiem na całe zło jeśli w nocy mała obudzi się z krzykiem – ja nie pomagam, muszą być przytulasy z tatą i dopiero wtedy można spać dalej. Cieszę się bardzo, że oboje jesteśmy w domu i jesteśmy zaangażowani w zajmowanie się Młodą w podobnym stopniu, widać, że jest do nas obojga przywiązana i każde z nas jest jej tak samo potrzebne.

22369075_10155806755368151_1389260930_o

A teraz przejdźmy do mniej różowej części ostatnich lat. Nie za bardzo wiedziałam czy w ogóle poruszać ten temat, a jeśli tak to w jakim stopniu, ale zaryzykujmy. Miałam depresję poporodową (zdiagnozowaną na tyle późno, że oficjalnie już podchodzi “tylko” pod depresję), od pół roku biorę leki i powoli bycie mamą zaczyna mnie cieszyć. H. przez cały ten czas był dla mnie niesamowitym wsparciem, zajmował się małą w chwilach kiedy ja siedziałam skulona w kącie, histerycznie płakałam i wyrywałam sobie włosy z głowy. Zachowywał spokój kiedy ja waliłam z bezsilności pięściami w ścianę albo krzyczałam w poduszkę. Nie oceniał, nie potępiał, kiedy mówiłam mu, że zajmowanie się noworodkiem nie jest dla mnie przepełnione miłością, jednorożcami i unoszącymi się w powietrzu serduszkami, a przypomina raczej jakiś projekt – coś w stylu “utrzymaj Tamagotchi przy życiu – nakarm, przewiń, odłóż do spania”. Pocieszał i był wsparciem kiedy próbowałam wychodzić na spacery, a po pięciu minutach wracałam z płaczem, bo mnie to przerastało. Nie komentował kiedy prawie całą zeszłą zimę przesiedziałam w domu, bo wyjście wydawało mi się nadludzkim wysiłkiem. Nasz związek miał się bardzo dobrze w momencie narodzin małej, potem było ciężko, i jemu i mnie, nieprzespane noce, moja depresja, jego zmęczenie pracą, mnóstwo innych mniejszych i większych problemów, ale przez te dwa lata H. był i nadal jest moją skałą. Nie wyobrażam sobie przechodzenia przez to wszystko z kimś innym u swojego boku. A Wy teraz wiecie skąd się wzięła moja internetowa nieobecność w ciągu ostatnich lat.

22396465_10155806757818151_1398218564_o

Koniec smętów! W tym roku wracamy do życia – chcemy jechać do Turcji, mamy zarezerwowane wakacje w Polsce w sierpniu (pierwsze od chyba ośmiu lat!), planujemy kilka krótszych wyjazdów, ja jaram się na urządzenie balkonu wiosną, H. nie może się doczekać wypadów na działkę, mamy stos torebek z nasionami, małe szklarenki do rozsadzania roślin. H. kupił sobie gitarę elektryczną, o której marzył od paru lat i wraca do gry. Ja zaczęłam chodzić na fitness w grudniu. Kurczę, podoba mi się ta nasza nowa rzeczywistość i mam nadzieję, że od teraz będzie już tylko lepiej.

Jak widzicie dojrzałam też do tego, żeby podzielić się z Wami paroma fotkami małej. I jej imieniem – nasz polsko-turecki szkrab to Lenka. Wiem, wiem – bardzo popularne imię, ale nam się zwyczajnie podoba i nie sprawia nikomu problemów z wymówieniem i pisownią, a to było dla nas priorytetem.

Jeśli jest coś, co Was interesuje – książeczki które kupujemy małej i które się nam sprawdzają w naszej mieszanej rodzinie, cokolwiek w temacie karmienia, depresji, czy czegokolwiek innego – dajcie znać!

I na koniec kilka zdjęć z malutkiej imprezy urodzinowej naszej dwulatki! Czas naprawdę leci strasznie szybko.

IMG_0380

IMG_0384

IMG_0369

IMG_0362

IMG_0347

komentarze (16) do Dwa lata!

  1. Magda K.
    March 4, 2018 at 17:05 (5 months ago)

    Miło Cię znowu czytać :) fajnie, że ten gorszy okres minął i teraz jest lepiej. Masz złotego męża. Myślę niejeden by się przeraził i podkulił ogon, szukałby wymówek żeby jak najkrócej być w domu, albo zajmował się dzieckiem tyko wtedy kiedy jest grzeczne. Myślę że część sprowadziłoby swoją mamusię do domu…
    A córuchnę macie przeuroczą :)
    Uściski dla Was i trzymajcie się ciepło :)

    Reply
  2. Natalia
    March 4, 2018 at 18:03 (5 months ago)

    Jestem na Twoim blogu pierwszy raz, ale bardzo mnie poruszyła Wasza historia. Trzymam mocno kciuki, żeby było tylko lepiej i lepiej! I opisuj tu jak najwięcej, ja w każdym razie czekam i pozdrawiam :)

    Reply
  3. Ciri
    March 4, 2018 at 19:49 (5 months ago)

    Trochę jestem cię w stanie zrozumieć, bo sama przechodziłam średnio fajny okres pierwszych 3, 4 miesięcy mojego dziecia. Może to nie była depresja, ale zaliczanie dołów, ciągła nerwowość, niepewność, do tego…niekoniecznie bycie zakochanym w swoim własnym dziecku… także, szkoda,że ciebie spotkało coś gorszego, ale bardzo się cieszę, że już jest dużo lepiej :) tak sobie myślę, czy mówienie o depresji, lub stanach do niej podobnych to wstydliwe czy nie. Mnie samej dojście do tego,że coś jest nie tak zajęło jakiś czas. Chyba ciężko dopuścić do siebie samej myśl, że coś z nami się dzieje, a co dopiero mówić o tym innym.
    Ale cóż. Piękna waszą Lenka, fajnie się rozwija. Rzuć jakieś tytuły książek PL, takich do półtora roku, bo robię zamówienie dla Leosia :)
    Pozdrawiamy całą waszą trójkę! :*

    Reply
    • Turczynka
      March 4, 2018 at 20:40 (5 months ago)

      Widzisz, ja w życiu bym nie wyśmiała nikogo, kto by mi powiedział, że potrzebuje pomocy psychologa albo psychiatry, choroba jak choroba, stan jak każdy inny, w którym potrzebuje się leków i wsparcia. Ja najpierw myślałam, że sobie po prostu nie radzę, że nie przychodzi mi to wszystko tak naturalnie i muszę się przyzwyczaić, ale w momencie, w którym przestałam z Lenką wychodzić na balkon, bo bałam się, że ją z niego wyrzucę, albo kiedy kładłam się na ziemi i płakałam i nie miałam siły się podnieść – doszło do mnie, że potrzebuję pomocy. Kiepsko trafiłam na początku, bo do pani psycholog, która uznała, że mam “chwilowe obniżenie nastroju”, co tylko jeszcze mnie pogrążyło – bo w końcu specjalista uznał, że wszystko ze mną ok i muszę się po prostu zebrać w sobie i ogarnąć. Ponad pół roku później dałam sobie jeszcze jedną szansę, z grubej rury, bo u psychiatry i to było to. Ja się jakoś specjalnie nie wstydzę o tym mówić, zastanawiałam się czy warto, bo ani nie jestem specjalistą ani doświadczenia jakiegoś wielkiego nie mam, więc co mogę dodać od siebie w tym temacie? Ale już jest w sieci i nigdy nie zginie 😉

      a z książek – nieśmiertelna Kicia Kocia, Pucio!, Pomelo, jest nieustająca faza na ulicę Czereśniową i Rok w Lesie. Jak widzisz zero oryginalności 😉 a masz jakieś tureckie książeczki? muszę zacząć robić listę, żeby w tym roku zrobić jakieś zapasy książkowe!

      Reply
      • Malwi
        March 4, 2018 at 23:03 (5 months ago)

        Przechodziłam to samo tylko mieszkając u teściów w Turcji , maz wojskowy był w tym czasie w Iraku. To był okropny czas , spodziewałam sie właśnie takiego pięknego okresu z noworodkiem a tu bum 1 w życiu depresja i brak męża obok:( minęło mały ma roczek a my cieszymy sie wspólnym rodzinnym Życiem :)

        Reply
  4. Ivona
    March 4, 2018 at 20:59 (5 months ago)

    Hej! Nie lubię dzieci, ale Twoja dziewuszka jest przefajna i to Ona skłoniła mnie do napisania… A imię Lenka jest przecudne :)) Mam Syna, już dorosłego, moja opieka nad Nim była mechaniczna, przewinąć, wykąpać, spacer… itp czynności były obowiązkiem, a nie radością… Nawet ktoś powiedział, że mam serce z kamienia :))
    Mąż przystojny bardzo i zdał egzamin na towarzysza życia, Lenka przeurocza :))Trzymajcie się, powodzenia :))

    Reply
  5. Ania
    March 4, 2018 at 21:50 (5 months ago)

    Życzę Ci żeby to dziadostwo zwane depresją uciekło od Ciebie daleko daleko i już nie wróciło. Co to za leki które bierzesz i mozesz brac w czasie karmienia piersią?

    Reply
    • Turczynka
      March 4, 2018 at 22:27 (5 months ago)

      Dzięki za miłe słowa! Biorę Zotral :)

      Reply
  6. Maria
    March 4, 2018 at 22:10 (5 months ago)

    Myślę, że jest tu wiele osób, które cieszą się z Twojego powrotu :) ja chciałam Ci powiedzieć, że mimo tego, że nie pisałaś nic nowego “Turczynki” pozostały i będą wiecznie żywe- w jednym z postów po urodzeniu małej pisałaś, że nie możesz nam już dać nowych wskazówek, bo przepisy się zmieniają itp. To prawda, niestety dane z 2013 już są nieaktualne, ale kiedy muszę coś sprawdzić, załatwić zawsze najpierw sprawdzam “Turczynki”, może nie wszystko jest aktualne, ale daje jakiś punkt zaczepienia, żeby zacząć. Dlaczego? Bo wykonałaś naprawdę kawał dobrej roboty i bardzo Ci za to dziękujemy!
    Trzymaj się mocno i z takim wsparciem na pewno pokonasz wszystkie trudności! Cok cabuk:)

    A co do nowych tematów- może mogłabyś podzielić się swoim doświadczeniem co do kwestii prawnych związanych z dzieckiem, jak wygląda sprawa obywatelstwa dziecka takiej “mieszanej”pary, jak jest jeśli się mieszka w Polsce, a jak sytuacja wygląda jeśli w Turcji, rejestracje, urzędy itd. :)

    Pozdrawiam!

    Reply
    • Turczynka
      March 4, 2018 at 22:32 (5 months ago)

      Dziękuję Ci bardzo za te słowa! Strasznie fajnie to słyszeć :)

      My jeszcze Młodej nie rejestrowaliśmy w Turcji – wyprawa do konsulatu do Warszawy mnie przerastała (zwłaszcza, że teraz jest remont na trasie pociągu Poznań-stolica), a kiedy postanowiliśmy, że pojedziemy do Turcji uznaliśmy, że wszystko załatwimy już na miejscu. Wtedy na pewno o tym napiszę 😉 z obywatelstwem sprawa jest prosta – w obu krajach dostaje się je “po krwi”, czyli dziecku należy się zarówno obywatelstwo polskie po matce jak i tureckie po ojcu 😉 o rejestracji w Polsce niewiele wiem tak naprawdę, w szpitalu była pani, która spytała mnie o imię dziecka i dała datę, kiedy trzeba się stawić w urzędzie po pesel i akt urodzenia, wszystko załatwiał H. i mój tata, więc nawet nie wiem co się tam działo, ale przebiegło szybko i bezproblemowo :)

      Reply
      • Kamila
        June 19, 2018 at 23:06 (1 month ago)

        Hej. My posiadamy juz 2 dzieci i z zarejestrowaniem bylismy w 3 roznych miejscach (Warszawa, Stuttgard i Turcja)i powiem wam najszybciej i najlatwiej bylo w ambasadzie w Warszawie. W Turcji bylismy w urzedzie odpowiednio przypisanemu miejscu z ktorego pochodzi moj maz (mala miejscowosc) i tam niestety nikt tego nie umial ogarnac. Wyslali nas do duzego miast… moze tam sie uda. Nie pojechalismy , bo stwierdzilismy ze latwiej i napewno uda sie poprostu w Warszawie.

        Reply
  7. Patrycja
    March 5, 2018 at 05:36 (5 months ago)

    Cześć Turczynko! Jak miło Cię znow czytac! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dużo dajesz ludziom. Myślę, że to właśnie czytanie Twojego bloga pozwoliło mi uwierzyć, że moje marzenia o byciu ż moim ukochanym Turkiem będzie kiedykolwiek możliwe….ze ten sen doczeka się rzeczywistości. Może dlatego tak miło mi znow Cię tu widzieć, takie mam dobre wspomnienia:) w tym roku będzie nasza 5 rocznica ślubu, córka dziś skonczy 19 miesięcy, nie mogłabym wyłączyć sobie lepszej rodziny :) Daj znać co fajnego przywiozła dla małej ż Turcji, ja mam kilka książeczek, ale jak na razie nic nie przebija Pucia :) ściskam Cię mocno i przesyłam dużo uśmiechu:*

    Reply
  8. Agnieszka P
    March 5, 2018 at 11:34 (5 months ago)

    Super ze jesteś 🙂 czytam Cie już jakiś czas 🙂 śledzę bardzo dokladnie sprawy ślubne i dziecka 🙂 i chyba stanie się imię twojej córki inspiracja już kiedyś to imię było moim priorytetem ale gdzieś zostało odłożone na bok teraz wróciło za Twoja sprawa :) przed nami ślub w maju :)
    Życze ci dużo sił i szczęścia :)
    Dovrze i lekko się Ciebie czyta :)

    Reply
  9. Jadzia
    March 5, 2018 at 13:44 (5 months ago)

    Czesc. Gratulacje i pięknej córy i znakomitego męża a przede wszystkim siły, odwagi i cierpliwości.
    Ja mam pytanie na temat jezykow. W domu rozmawiacie po angielsku? Jak to jest z małą, nie swiruje od obecnosci 3 jezykow?

    Reply
    • Turczynka
      March 5, 2018 at 13:52 (5 months ago)

      Ja mówię do niej po polsku, H. po turecku, my między sobą rozmawiamy po angielsku/turecku. Słownictwo małej to głównie polski i turecki, ale coraz częściej widzę, ze jeśli mówię coś o niej do H. po angielsku to tez rozumie, nie wyglada na to żeby świrowała od nadmiaru języków 😉

      Reply
  10. Gosia
    April 25, 2018 at 18:03 (3 months ago)

    Olga wspaniale cię widzieć i czytać! Masz piękną córeczkę i w ogóle wszyscy troje wyglądacie super! Cieszę się, że złe chwile masz za sobą. Piszesz jak zawsze fajnie. Przeczytamy chętnie o wszystkim, o wakacjach z dzieckiem, podróży samolotem, wrażeniach o Turcji po latach, co tylko wymyślisz i czym się będziesz chciała podzielić:)

    Reply

Odpowiedz